Lepiej asfaltem czy po wodzie ?

Moje doświadczenia kempingowo karawaningowo kamperowe sięgają jeszcze kojarzącym się z octem i pustymi pułkami okresem późnego PRL-u. Pisałem już kiedyś o projektach kampera z nyski, lub próbach nabycia w drodze kupna idealnej przyczepy. Tym razem o czymś tylko pozornie zupełnie innym.

Na początku tego roku, zwabiony promocją przeszedłem kurs a potem szczęśliwie zdałem egzamin, dzięki któremu mogę ujeżdżać spalinowe sprzęty poruszające się po wodzie. Stało się tak przez przypadek, ponieważ celem był patetnt żeglarza jachtowego a pakietowo za drobną dopłatą oberwało mi się sternikiem motorowodnym. Tylko z czystej wygody i chęci nie narobienia się przy pociąganiu sznurków na jachcie napędzanym wiatrem, wyczarterowaliśmy sobie dom na wodzie napędzany olejem w okresie najwyższego sezonu wakacyjnego. Oczywiście pociąganie za sznurki to jeden z powodów, drugi, to całkiem prozaiczne przewracania się szklanki z piwem lub kieliszka z winem w czasie halsowania.

Bałem się pierwszego kontaktu z tym rodzajem łodzi, jak co najmniej lotu na Marsa. Powody były dwa. Po pierwsze całkowite nie obycie i brak doświadczenia mojej załogi (ostatecznie pozostała mi tylko żona z córką). Po drugie’ moje doświadczenie. Do tej pory miałem na koncie manewrowanie i obsługę kilku rodzajów łódek, ale nie o takich gabarytach ! Po przyjeździe do portu i podejściu do łodzi zacumowanej do kei, moje przerażenie osiągnęło poziom, przy którym powinien już dawno otworzyć się zawór bezpieczeństwa. 9 metrów długości, 3,2 metry szerokości, 4200 kilogramów wagi. Czyli reasumując duży kamper o DMC zdecydowanie w kadegorii D (ciężarówa) prawa jazdy tyle’ że bez kół.

I tu trochę danych dla wszystkich’ którzy kiedykolwiek chcieli by spróbować takiej formy wypoczynku.

Łódź Futura860 jest produkowana przez polską stocznie od zaledwie kilku lat. Jest to bardzo ciekawy projekt o mogacej się podobać chyba większości linii. Wyposażony może być w całą gamę silników o różnych parametrach, przede wszystkim dotyczących mocy. Ja wypożyczyłem specjalnie wersję z dosyć dużym jak mi się wydało, bo prawie 60 konnym silnikiem diesla. Jak już człowiek ma za sobą egzaminy, to przecież nie będzie podróżował z napisem na burcie „łódka bez patetnu”. Jeśli można coś powiedzieć więcej na temat napędu to przede wszystkim to, że jest to kluczowy element całego projektu. Wielki okrągły obrotomierz wyskalowny jest do 4000 obrotów na minutę. Jednak płynąć da się z maksymalną prędkością 3000 obrotów i to też tylko przez chwilę. Po kilku minutach, włączał się alarm przegrzania. Uznałem zatem’ że prędkość 2000 obrotów będzie najbardziej optymalna. Po pierwsze z punktu widzenia hałasu, po drugie prawdopodobnej ekonomiki zużycia paliwa. I tu nie pomyliłem się w żadnym calu. Łódź na cały tygodniowy rejs, wypiła zaledwie 65 litów oleju napędowego. Co przekłada się po dzisiejszych cenach na koszt w okolicach 300 zł !!!! Wiem, wiem, też jestem w szoku od chwili kiedy zobaczyłem ten wynik na wyświetlaczu dystrybutora. Cały nasz dyliżans, dawał się przy tym rozpędzić do średniej prędkości  10 kilometrów na godzinę. Zaznaczę, że w ciągu całego urlopu udało nam się zaliczyć szlak wielkich jezior mazurskich, na trasie Giżycko, Sztynort, Giżycko, Mikołajki, Ruciane, Giżycko, ze zwiedzaniem większości bocznych jezior po drodze. Jakie są plusy i jakie minusy takiego rodzaju silnika? Mam tu na myśli moc i moment obrotowy, oraz sposób umieszczenia, czyli silnik wbudowany w kadłub a nie doczepiany do pawęży. Silnik zabudowany posiada stałą śrubę o stałej geometrii. Tego rodzaju napęd znałem do tej pory z książek i słyszałem tylko o efekcie śruby. Jest to sytuacja, przy której zmiana kierunku obrotów tejże, powoduje dodatkowe przesuwanie się rufy. Futura 860 ma ten efekt, ale przy odpowiednim opanowaniu pracy steru głównego oraz sterów strumieniowych na rufie, daje się nią manewrować bardzo precyzyjnie. Elektryczne stery strumieniowe, pozwalają na obracanie się wokół własnej osi. Warunek jest jeden, że nie będzie mocno wiało. I tu jak to bywa w takich jednostkach, krótka a wysoka zabudowa daje taką powierzchnię boczną, która na wietrze wiejącym pod innym kontem niż od dziobu działa jak żagiel. Nie będę opowiadał jak wpływałem do portu w Giżycku gdzie wiało 4 – 6 , dociskającym wiatrem od jeziora.  Powiem tylko tyle, że po zacumowaniu musiałem się napić wódki. Wydaje mi się, choć nie testowałem, że silnik zaburtowy daje zdecydowanie lepszą manewrowość na wstecznym i to bez sterów strumieniowych na rufie. Ale to tylko czysta teoria wyprodukowana w mojej głowie. Kończąc temat silnika, sterów, śmerów i wódki, to te 60 koni dało radę w czasie burzy, przy naprawdę wysokiej fali i wietrze o sile huraganu (przynajmniej to moja wersja).

Środek ma w zasadzie bardzo wiele zalet, po za kilkoma wadami. Po pierwsze mnie nie do końca odpowiada dziobowa podwójna kajuta bez możliwości wyjrzenia na świat przez bulaj w burcie. Oczywiście z punktu widzenia designu, umieszczenie w części dziobowej nawet małego okienka, zepsuło by całkiem ładną linię kadłuba. Po drugie twardość materacy na myśl których odnawiają się bule kręgosłupa na przedłużeniu tyłka. Po trzecie zbiornik na fekalia o pojemności niestety nie wystarczającej na całotygodniowy rejs bez zawijania do portu z pompą do ich wypompowania. Na piątkę z plusem zasługuje bardzo szeroki trap z drabinką i prysznicem. Możliwość całkowitego zamknięcia pokładu zasłonami foliowo materiałowymi oraz pokładowy system ogrzewania dający naprawdę super komfort w czasie chłodnej aury. Nie będę się rozpisywał na temat systemu nawigacji, sonaru, pozycji za kierownicą, systemu audio lub lodówki. Wszystko działało bez jakichkolwiek problemów szybko tanio i sprawnie. Dostatek wyposażenia dał nam możliwość przygotowywania śniadanek, obiadków i kolacyjek, na środku jeziora lub stojąc na kotwicy w zacisznej zatoczce.

Mała głębokość zanurzenia daje możliwość zacumowania na dziko w krzach. Trzeba to robić jednak rozważnie, ponieważ kamieniste dno i obracająca się śruba, to nie jest duet który się bezwarunkowo uwielbia. Tu raczej odpadają podejścia rufą na długich płyciznach.

W trakcie naszego tygodniowego rejsu, zawijaliśmy kilkukrotnie do różnych portów. Każdy o innym poziomie cen, klimacie oraz poziomie dodatkowych atrakcji. Dla nas absolutnym hitem był port bez portu czyli nocleg w szuwarach, oraz Stare Sady Port & Chillout.

W tym pierwszym przypadku popełniłem dwa błędy. Po pierwsze nie sprawdziłem pogody na poranek następnego dnia. Po drugie nie wziąłem pod uwagę zmiany kierunku wiatru w dzień i w nocy. Efekt to prawie w ogóle nie przespana noc i ledwie przeżyta burza na środku jeziora.

Ten drugi obiekt jest drogi ale bardzo miły, klimatyczny, z doskonałą infrastrukturą i jedzeniem o wysokich lotach serwowanych w całkiem sympatycznej restauracji. Grupa Amax może być zadowolona, bo trafiliśmy do nich przez jakiś ichni system lojalnościowy i kolorowe leżaki widoczne z wody. Naprawdę, miejsce godne polecenia bez względu na płeć i orientację sexualną.

Uważam, że każdy kto uwielbia kempingowe życie, lubi wodę i żeglowanie, powinien choć raz spróbować takiej formy wypoczynku. Wbrew potocznej opinii nie jest to dramatycznie drogie rozwiązanie. Jak moje doświadczenie pokazuje koszty paliwa można pominąć. Koszt samego czarteru jest porównywalny z tygodniowym urlopem nad morzem, dla trzy osobowej rodziny. Zatem przy założeniu spędzenia tygodnia na jachcie dla dwóch rodzin, jest to naprawdę akceptowalna finansowo opcja.

Dla czekających na wątek seksu. Materac w kajucie dziobowej twardy mogący spowodować obtarcia. Kajuty pod pokładem niskie z małą ilością miejsca nad głową. Można sobie nabić guza na czubku głowu. Pozostaje materac na pokładzie dziobowym, miękki szeroki, jak w sam raz. Ostatnia opcja dla preferujących opcję public sex.

My napewno wrócimy na tę łódź i to może już całkiem nie długo.

Wy też spróbujcie koooooniiiieeecznieee !!!!!

 

Podoba Ci się ? Polub koniecznie 😉 – https://web.facebook.com/Blogczystoosobisty/

 

GALERYJKA 🙂

  • |